Barańczak dla Justyny Kulikowskiej!

Laureatką Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka w ramach Poznańskiej Nagrody Literackiej 2026 została Justyna Kulikowska, poetka, autorka pięciu tomów. 

Justyna Kulikowska to autorka książek poetyckich: „Hejt i inne bangery” (Ha!art, 2018), „Tab_s” (WBPiCAK, 2020), „gift. z Podlasia” (WBPiCAK, 2021), „Obóz zabaw” (WBPiCAK, 2023) oraz „Wnyki dla światła” (2025) i „Wiersze zebrane (2018–2025)”. Nominowana do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2022), dwukrotnie do Nagrody Literackiej „Nike” (2021, 2022). Laureatka Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2019), Nagrody Literackiej Gdynia (2022), Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego (2022, 2024, 2026), Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2024). Mieszkała na Podlasiu.

 

ZDANIEM KAPITUŁY PNL

PIOTR ŚLIWIŃSKI: Takiego wejścia nie było od lat. Kiedy w 2018 roku pojawił się tom „Hejt i inne bangery”, z miejsca zwrócił na siebie uwagę, a kolejne książki Justyny Kulikowskiej – „Tab_s” (2020), „gift. z Podlasia (2021), „Obóz zabaw” (2023) – coraz bardziej wzmagały zainteresowanie jej poezją. Jeśli zapytać o powody sukcesu, ze świadomością, że „sukces” poetycki to rzecz wysoce intymna, o zasięgu ograniczonym do paru setek, może tysiąca czytelników, to odpowiedź jest jednocześnie łatwa i trudna. Łatwo zauważyć nitki, które wiążą utwory Kulikowskiej z nośnymi poetykami. Jej wiersze wypełnione są wrażliwością na krzywdę i gniewem na niesprawiedliwość, poddane naciskowi wypaczającego rzeczywistość i wszelkie doświadczenie gadulstwa mediów, zaangażowane, lecz nieoczywiste, trawione przez tożsamościowy niepokój. Rzec można, że Kulikowska jest poetką naszych czasów.

Jest jedną z wielu, do których wydaje się podobna, będąc zarazem jedną z niewielu, którym udało się pisać we własny, oddzielny sposób. Czemu zawdzięcza tę wyjątkowość, trudno stwierdzić. Chyba eskalacji, temu, że jej wrażliwość, gniewność, uważność, ale i zdolność słyszenia ukrytych, przytłumionych, na przykład lokalnych języków, realizują się na poziomie rzadko osiąganym przez liryczny peleton. Kulikowska ze świetnym skutkiem operuje na rozciągniętej skali poetyckich efektów – od analitycznej inteligencji do pracowitej, więc powściągliwej czułości. Myśli jak znaczna część jej rówieśników, politycznie, nie jest jednak za grosz kolektywna, podporządkowana (i podporządkowująca) stylom bycia i mówienia postliberalnego pokolenia. Czyżby młodsza siostra Doroty Masłowskiej?

URSZULA GLENSK: Łapanie doświadczenia we wnyki języka jest pracą poetów. Justyna Kulikowska chwyta perfekcyjnie i oszczędnie zarazem. W świecie przegadanym jej sposób mówienia – wciąga; okiełznane frazy – uspakajają; elipsy – zostawiają przestrzeń. W nadmiarze dostępnych obrazów poetka zachowuje niepewność co do piękna i brzydoty, poprzestaje na patrzeniu i podglądaniu. Nieprzypadkowo. Patrzenie – mówi Kulikowska – to najdoskonalsza z wersji zawłaszczania. Czytanie jej wierszy może stać się doskonałą lekcją namysłu. Żeby ułatwić lekturę, poetka rozwiesza czytelnikowi hamak pomiędzy słowami a myślami, wyobrażeniem a rzeczywistością, wcześniej ostrożnie sprawdzając wytrzymałość dębów szypułkowych.

MACIEJ JAKUBOWIAK: Niewykluczone, że Justyna Kulikowska jest poetką przebojową. W końcu przebojem wdarła się w krajobraz polskiej poezji książką „gift. Z Podlasia”, w której język i doświadczenia spoza centrum działały jak laski dynamitu, podsadzane pod ponure gmaszysko polskiej kultury. Tymczasem „Wnyki dla światła”, piąta książka Kulikowskiej, to już bardziej cierpliwa medytacja nad tym, jak swoje własne kształty, ustalane przez oczekiwania innych i własne pragnienia, skruszyć i poluzować tak, żeby świat wciąż mógł okazywać się zaskakujący.

INGA IWASIÓW: Wiersze Justyny Kulikowskiej są jednocześnie precyzyjne i wściekłe, mają, jak sama pisze, „silniczek”, ale ja w nich słyszę świst kamertonu, podmuch trajektorii wyznaczanych przez podmiotkę. Tym razem metaforą organizującą całość są wnyki (dla światła i dla świata), zamieniane w swoje przeciwieństwo: hamak. Co nas więzi, a co rozstawiamy, w czym wibruje język, a co się dzieje ze światem, gdy go kadrujemy na bólu? Kulikowska jest we „Wnykach…” dojmująco celna, osobna i przejmująca.

GRZEGORZ OLSZAŃSKI: Jeśli jedną z miar sukcesu w poezji jest wypracowanie przez autora czy autorkę własnej rozpoznawalnej dykcji, to Justynie Kulikowskiej udało się to zrobić w wyjątkowo krótkim czasie. Każda jej książka była ważnym wydarzeniem, każdy jej tom wywoływał gorące krytycznoliterackie dyskusje. Nie inaczej jest z „Wnykami dla światła”. To książka bezkompromisowa, ale też poetka jest świadoma zarówno przemocy języka, jak i jego uwodzicielskiej siły. To poezja, która nie tyle opisuje rzeczywistość, ile próbuje ją przechwycić, rozmontować i na nowo, po swojemu, opisać. Kulikowska z niezwykłą śmiałością operuje rejestrem wysokim i niskim, splatając erudycyjne odniesienia z tym, co prozaiczne, tworząc idiom rozpoznawalny i zarazem niepodrabialny.

MAGDALENA KICIŃSKA: Justyna Kulikowska swoją najnowszą książką poetycką potwierdza, jak ważnym głosem jest we współczesnej polskiej poezji – wyjątkowym i niezastąpionym. Czekam na jej wiersze zawsze z wielką niecierpliwością, a we „Wnyki…” dałam się złapać od pierwszego wersu.

D
Kontrast Wyłącz ruch