PNL 2026 – nominacje: Monika Gromala, Justyna Kulikowska, Paweł Rzewuski

22 kwietnia 2026 r. na konferencji prasowej w Collegium Minus werdykt Kapituły ogłosił Jędrzej Solarski – zastępca Prezydenta Poznania. Poznajmy troje nominowanych do Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka!

 

W 2026 roku nominowani to:

1. MONIKA GROMALA za esej „Domokrążcy. Celan – Bachmann – Jelinek” (Wydawnictwo Austeria, 2025)

Monika Gromala to doktora nauk humanistycznych, literaturoznawczyni i eseistka. Badaczka twórczości Paula Celana, dwudziestowiecznej literatury austriackiej oraz tekstów kultury odpowiadających na doświadczenie Zagłady. Zainteresowana historiami niesamowitymi. Na Uniwersytecie Muri im. Franza Kafki kieruje Pracownią Nekropoetyki. Autorka książek „Resuscytacje Celana – strategia widmontologiczna” (Austeria, 2018), „Domokrążcy. Celan – Bachmann – Jelinek” (Austeria, 2025) oraz tomu poetyckiego „Matka jest” (WBPiCAK, 2021). Mieszka w Wiedniu.

 

2. JUSTYNA KULIKOWSKA za tom poezji „Wnyki dla światła”, który wszedł także w skład jej książki „Wiersze zebrane (2018–2025)” (WBPiCAK, 2025)

Justyna Kulikowska to autorka tomów poetyckich „Hejt i inne bangery” (Ha!art, 2018), „Tab_s” (WBPiCAK, 2020), „gift. z Podlasia” (WBPiCAK, 2021), „Obóz zabaw” (WBPiCAK, 2023) oraz najnowszej „Wnyki dla światła”, który wszedł także w skład jej książki „Wiersze zebrane (2018–2025)”. Nominowana do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2022), dwukrotnie do Nagrody Literackiej „Nike” (2021, 2022). Laureatka Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny (2019), Nagrody Literackiej Gdynia (2022), Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego (2022, 2024, 2026), Nagrody Literackiej m.st. Warszawy (2024). Mieszkała na Podlasiu.

 

3. PAWEŁ RZEWUSKI za powieść „Krzywda” (Wydawnictwo ArtRage, 2025)

Paweł Rzewuski jest doktorem filozofii i historykiem zajmującym się filozofią polityki oraz historią społeczną. Jest autorem „Filozofii Piłsudskiego”, a także książki Grzechy Paryża Północy”, wydanej przez Wydawnictwo Literackie w 2019 roku; dzięki nominacji do Nagrody Specjalnej Identitas uczestniczył również w warsztatach na wyspie Uløya. W jego dorobku znajdują się także powieści „Syn bagien” oraz „Krzywda”.

 

Autorkom, autorowi i wydawcom gratulujemy nominacji!

Kto otrzyma Nagrodę-Stypendium im. Stanisława Barańczaka w 2026 roku? Rozstrzygnięcie Poznańskiej Nagrody Literackiej odbędzie się 22 maja 2026 roku w Centrum Kultury Zamek. Zapraszamy!

 

OKIEM KAPITUŁY

Nominacje do Nagroda-Stypendium im. Stanisława Barańczaka w 2026 roku trafiają do: Moniki Gromali, Justyny Kulikowskiej, Pawła Rzewuskiego. Prezentujemy wypowiedzi członkiń i członków Kapituły.

 

MONIKA GROMALA

nominacja za esej „Domokrążcy. Celan – Bachmann – Jelinek” (Wydawnictwo Austeria, 2025)

Inga Iwasiów: Monika Gromala wraca do Celana, by pokazać działanie widmowych resztek jego popękanej poezji w twórczości Ingeborg Bachmann i Elfriede Jelinek. Nie po raz pierwszy idzie tropem Freuda i Derridy, odnawiając literaturoznawczy potencjał psychoanalizy. Ponieważ rozkopuje kryptę traumy, pisze w zasadniczej dla rozumienia XX wieku sprawie, angażuje w swą narrację tak, jak robią to istotne dzieła humanistyczne: bez reszty. Czytając „Domokrążców”, mam wrażenie obcowania nie tylko z komentarzami do tekstów, ale z widmami i ranami oraz wydarzeniami, które decydują o życiu i śmierci. Celana, Bachmann, Jelinek, moim.

Maciej Jakubowiak: Monika Gromala to rzadkie połączenie: niezwykle błyskotliwej i skrupulatnej badaczki literatury oraz skłonnej do podejmowania ryzyka poetki. W pracy akademickiej zajmuje się w dużej mierze poezją Paula Celana, uznawanego za jednego z najbardziej wymagających pisarzy XX wieku. Tej literaturze poświęciła dwie książki, w tym „Domokrążców”. Już to wystarczyłoby za znakomity dorobek. Ale Gromala ma też na koncie poetycką książkę „Matka jest”, w której – wcale nie podążając niewolniczo za Celanowskimi inspiracjami – sprawdza możliwości języka najbardziej intymnego.

Grzegorz Olszański: Nieczęsto się zdarza, żeby wybitny literat był zarazem równie wybitnym literaturoznawcą. Monika Gromala pokazuje, że taki splot jest możliwy. Jako poetka jest autorką znakomitego tomu „Matka jest”. Jako literaturoznawczyni jest autorką dwóch świetnych książek – „Resuscytacji Celana” oraz zbioru esejów „Domokrążcy”. Ta ostatnia to przedsięwzięcie intelektualne rzadkiej próby, w którym wyjątkowa erudycja spotyka się z wyczuciem języka i interpretacyjną odwagą. „Domokrążcy” nie są jedynie studium wpływu – to raczej wnikliwe śledztwo w sprawie poetyckiej rany, która nie przestaje pracować w literaturze po Zagładzie. Autorka z imponującą precyzją prowadzi czytelnika przez zawiłe relacje między twórczością Paula Celana, Ingeborg Bachmann i Elfriede Jelinek, odsłaniając skrywane związki, ukryte napięcia, widmowe zależności. Co ważne, książki Moniki Gromali cechują się literaturoznawczym profesjonalizmem i analityczną precyzją. Jednocześnie zachowują eseistyczną otwartość, dzięki której wykraczają poza wąski obieg akademicki. Autorka przekonująco pokazuje, że rygor naukowy i szeroki adres odbiorczy wcale się nie wykluczają.

Urszula Glensk: Przed przełomem cyfrowym, aby zająć się cudzym dziełem, wystarczyło przeczytać dzieło i pięć opracowań. Współcześnie, aby podjąć się literaturoznawczej analizy, trzeba przebrnąć przez wojny interpretacyjne, intelektualnie zasymilować wiele cudzych tekstów. Monika Gromala, jak domokrążca idei, obeszła wszystkie konteksty i wyłożyła własne odczytanie twórczości trojga austriackich pisarzy – Paula Celana, Ingeborg Bachmann i Elfriede Jelinek. Łączą ich pogłosy wojny i przekonanie, że gdybyśmy mieli słowa i język, nie potrzebowalibyśmy broni. Badaczka zaproponowała konstelacyjne odczytanie ich współ-odczuwania. Literaturoznawstwo wysokiej próby, zarówno badawczej, jak i hermetycznej.

Magdalena Kicińska: Książka Gromali to zaproszenie do poszukiwań połączeń w twórczości autorów i autorek opiewających to, co rozerwane, fragmentaryczne, rozszarpane i wydobyte z mroku. Bo pisanie po Zagładzie to u nich również pisanie „po Celanie”, z którym bohaterki Gromali – Bachmann, Jelinek się mierzą. A my, czytając, co z tego „ustosunkowania się” wynika, odnajdujemy nowe wskazówki i inspiracje do odkrywania po raz kolejny książek kluczowych dla europejskiej literatury. Wielka to zasługa autorki, by nas do tego sprowokować!

 

JUSTYNA KULIKOWSKA

nominacja za tom poezji „Wnyki dla światła”, który wszedł także w skład jej książki „Wiersze zebrane (2018–2025)” (WBPiCAK, 2025)

Inga Iwasiów: Wiersze Justyny Kulikowskiej są jednocześnie precyzyjne i wściekłe, mają, jak sama pisze, „silniczek”, ale ja w nich słyszę świst kamertonu, podmuch trajektorii wyznaczanych przez podmiotkę. Tym razem metaforą organizującą całość są wnyki (dla światła i dla świata), zamieniane w swoje przeciwieństwo: hamak. Co nas więzi, a co rozstawiamy, w czym wibruje język, a co się dzieje ze światem, gdy go kadrujemy na bólu? Kulikowska jest we „Wnykach…” dojmująco celna, osobna i przejmująca.

Maciej Jakubowiak: Niewykluczone, że Justyna Kulikowska jest poetką przebojową. W końcu przebojem wdarła się w krajobraz polskiej poezji książką „gift. Z Podlasia”, w której język i doświadczenia spoza centrum działały jak laski dynamitu, podsadzane pod ponure gmaszysko polskiej kultury. Tymczasem „Wnyki dla światła”, piąta książka Kulikowskiej, to już bardziej cierpliwa medytacja nad tym, jak swoje własne kształty, ustalane przez oczekiwania innych i własne pragnienia, skruszyć i poluzować tak, żeby świat wciąż mógł okazywać się zaskakujący.

Grzegorz Olszański: Jeśli jedną z miar sukcesu w poezji jest wypracowanie przez autora czy autorkę własnej rozpoznawalnej dykcji, to Justynie Kulikowskiej udało się to zrobić w wyjątkowo krótkim czasie. Każda jej książka była ważnym wydarzeniem, każdy jej tom wywoływał gorące krytycznoliterackie dyskusje. Nie inaczej jest z „Wnykami dla światła”. To książka bezkompromisowa, ale też poetka jest świadoma zarówno przemocy języka, jak i jego uwodzicielskiej siły. To poezja, która nie tyle opisuje rzeczywistość, ile próbuje ją przechwycić, rozmontować i na nowo, po swojemu, opisać. Kulikowska z niezwykłą śmiałością operuje rejestrem wysokim i niskim, splatając erudycyjne odniesienia z tym, co prozaiczne, tworząc idiom rozpoznawalny i zarazem niepodrabialny.

Urszula Glensk: Łapanie doświadczenia we wnyki języka jest pracą poetów. Justyna Kulikowska chwyta perfekcyjnie i oszczędnie zarazem. W świecie przegadanym jej sposób mówienia – wciąga; okiełznane frazy – uspakajają; elipsy – zostawiają przestrzeń. W nadmiarze dostępnych obrazów poetka zachowuje niepewność co do piękna i brzydoty, poprzestaje na patrzeniu i podglądaniu. Nieprzypadkowo. Patrzenie – mówi Kulikowska – to najdoskonalsza z wersji zawłaszczania. Czytanie jej wierszy może stać się doskonałą lekcją namysłu. Żeby ułatwić lekturę, poetka rozwiesza czytelnikowi hamak pomiędzy słowami a myślami, wyobrażeniem a rzeczywistością, wcześniej ostrożnie sprawdzając wytrzymałość dębów szypułkowych.

Magdalena Kicińska: Justyna Kulikowska swoją najnowszą książką poetycką potwierdza, jak ważnym głosem jest we współczesnej polskiej poezji – wyjątkowym i niezastąpionym. Czekam na jej wiersze zawsze z wielką niecierpliwością, a we „Wnyki…” dałam się złapać od pierwszego wersu.

 

PAWEŁ RZEWUSKI

za powieść „Krzywda” (Wydawnictwo ArtRage, 2025)

Inga Iwasiów: Paweł Rzewuski napisał powieść brawurową, odwołując się wprost do tak zwanych zabytków literatury polskiej i europejskiej, (i)grając ze szlachetczyzną. Udała mu się rzecz niebywała: utrzymał na ponad trzystu stronach wartką akcję oraz bezbłędny styl, archaizowany, lecz niemęczący, jasny i pędzący za bohaterami. Zdaje się dobrze bawić – a temu byle pisarczyk nie podoła – na pograniczu literatury popularnej i zajmujących nas w XXI wieku dyskursów. Krzywda? Herb czy właściwość, nazwisko czy przekleństwo? Pojedynek czy gawędziarska narracja? Wszystkiego nam ku przyjemności zada.

Maciej Jakubowiak: Powieść „Krzywda” Pawła Rzewuskiego to konstrukcja z wielu możliwości lekturowych. Niby to historia szlachciury, który usiłując odnaleźć dawno zaginionego brata, przemierza rubieże Rzeczpospolitej, odkrywa mroczne tajemnice szlacheckich dworków i szuka sprawiedliwości. Ale jest to też historia niestrudzonego odkrywcy, który w tym czasie, kiedy panowanie rozumu nie jest jeszcze raz na zawsze ustalone, mierzy się ze zjawiskami wykraczającymi poza wąskie granice zdrowego rozsądku, a nieraz brutalnie naruszające porządek społeczny. Choć przecież jest to też historia całkiem współczesnego autora, który w opowiedzianej już na tyle sposobów historii polskiej szlachty upomina się o to, co zwykle było marginalizowane, pomijane, bagatelizowane: podskórną historię konsekwentnej i systemowej przemocy mężczyzn wobec kobiet.

Grzegorz Olszański: Nie wiem, czy Paweł Rzewuski jest bliskim, czy dalekim krewnym Wacława Piotra Rzewuskiego (herbu Krzywda) – hetmana wielkiego koronnego, ale też znakomitego staropolskiego dramaturga, poety, mecenasa sztuki i bibliofila. Wiem natomiast jedno: jego „Krzywda” to książka ze wszech miar znakomita. Oto mamy utwór sytuujący się na antypodach zwrotu ludowego, a jej autor sugestywnie udowadnia, że historie z gatunku płaszcza i szpady – a raczej spod znaku kontusza i szabli – wciąż potrafią intrygować. Rzewuski wirtuozersko pokazuje, że powieść szkatułkowa wciąż ma wiele do zaoferowania czytelnikowi, a historia Rzeczpospolitej stanowi kapitalne imaginarium dla opowieści. Reasumując: „Krzywda” krzywdy nikomu nie czyni, a lekturowej przyjemności dostarcza aż nadto!

Magdalena Kicińska: Jeśli powieść historyczna, to wyłącznie taka! Ten kryptocytat nawiązujący do patrona nagrody-stypendium pokazuje entuzjazm, z jakim weszłam w tę książkę. I było to dla mnie ogromne zaskoczenie, bo nie jest to gatunek mojego pierwszego wyboru. Nominacją „Krzywdy” właśnie do takiej, dość nieoczekiwanej, podróży zapraszamy kolejnych czytelników i czytelniczki. Tu, między Odrą a Bugiem, wszyscy jesteśmy jakoś skoligaceni z tymi spod herbu Krzywda.

D
Kontrast Wyłącz ruch