Laureaci i nominowani do nagrody 2017

Fot.M.Kaczyński-C-CK-ZAMEK-(48)

Anna Cieplak, prof. Tadeusz Sławek Fot. M. Kaczyński © CK ZAMEK

LAUREAT NAGRODY IM. ADAMA MICKIEWICZA 2017

prof. Tadeusz Sławek (1946) – filolog, polonista i anglista, poeta, prozaik, eseista, tłumacz poezji angielskiej i amerykańskiej, jeden z najwybitniejszych reprezentantów współczesnej myśli humanistycznej w Polsce. Związany z Uniwersytetem Śląskim od 1971 roku, którego rektorem był w latach 1996-2002. Jego dorobek obejmuje prace naukowe i eseje m.in: „Wnętrze. Z problemów doświadczenia przestrzeni w poezji” (1984), „Między literami. Szkice o poezji konkretnej” (1989), „Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii literatury Jacques’a Derridy” (1992), „Strefa szarości. Studia nad literaturą i myślą osiemnastego wieku” (z Tadeuszem Rachwałem, 1993); „U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a” (2001), „Antygona w świecie korporacji. Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych” (2002), „Ujmować. Henry David Thoreau i wspólnota świata” (2009), „NICowanie świata. Zdania z Szekspira” (2012) oraz „U-chodzić” (Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, 2015). W latach 70. Współtworzył grupę literacką „Kontekst” (zbiorowa publikacja „Spór o poezję”, 1977), wierszami debiutował w 1973 r., jest autorem kilku książek poetyckich: „Grand Circus Hotel” (1977), „Staw” (1982), „Rozmowa” (1985), „O głodzie” (1994). Od lat 70. współpracuje i koncertuje z kompozytorem i kontrabasistą Bogdanem Mizerskim tworząc unikalną formę literacko-muzyczną „esej na głos i kontrabas”. Członek Polskiej Akademii Nauk i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Za całokształt działalności oraz zaangażowanie społeczne uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Laureat wielu prestiżowych wyróżnień, w tym m.in. Nagrody im. Wojciecha Korfantego, Literackiej Nagrody „Solidarności” oraz Nagrody „Lux ex Silesia”.

Dorobek prof. Tadeusza Sławka jest różnorodny – eseistyka, poezja, przekłady, teoria literatury; działalność akademicka i społeczna – a zarazem spojony przez jego unikatową charyzmę. Humanistyka polska bez Sławka byłaby uboższa tematycznie i stylistycznie, bardziej monofoniczna i monochromatyczna. Tadeusz Sławek to jeden z promotorów polskich studiów i praktyk z zakresu dekonstrukcji, przewodnik po myśli jednego z najważniejszych myślicieli naszej epoki, Jacquesa Derridy, inicjator badań nad religijnością (postsekularyzmem) w kulturze i literaturze, filozof wspólnoty, zadający pytanie podstawowe i jakże aktualne – jak żyć z innymi?
Jego pisarstwo, także naukowe, zawsze jest literaturą, czyli przekraczaniem granic oczywistości, banału, profesjonalnej rutyny, myślowej ociężałości, językowego schematu. Sławek proponuje czytelnikowi kontrakt intelektualny, polegający na obustronnym otwarciu na to, co jest – lub na powrót się staje – nowe, nieznane, zaskakujące, pociągające, ryzykowne, olśniewające. Nie tylko zawodowców zaprasza do przygody z myśleniem.

 

Szymon Wróbel: Przechodzień i jego cień
Laudacja wygłoszona z okazji przyznania Tadeuszowi Sławkowi nagrody im. Adama Mickiewicza w ramach III Edycji Poznańskiej Nagrody Literackiej.

Fenomen Tadeusza Sławka dowodzi możliwości zaistnienia jedności dzieła i autora. Więcej nawet: dowodzi koniecznej obecności dzieła w autorze i autora w dziele. Niemożliwym jest czytać książki Sławka, nie widząc jego twarzy i uczynków. Niemożliwym jest także rozumieć tę twarz i te uczynki, nie czytając dzieła. Logos, ethos i pathos zlewają się tu ponownie w jeden chór, który nie zna głosów nieczystych, zatrutych.

To z tego powodu Tadeusz Sławek zasłużył na każdą nagrodę usiłującą oddać szacunek praktyce wolnego życia, będący rozmachem radości i twórczego trwonienia; szacunek praktyce troszczenia się, będący wysiłkiem czujnego, wrażliwego, uzmysławiania sobie swojej odpowiedzialności wobec świata Innych – wreszcie szacunek praktyce mówienia i myślenia nieznającej chwili wytchnienia i kresu w postaci obojętności.

Tadeusz Sławek nie zna obojętności, nie zna bierności, nie zna elementów tego, co martwe; staje się on zuchwałą siłą wychodzącą przeciw popędowi śmierci.
Na okładce ostatniej książki Tadeusza Sławka zatytułowanej „U-chodzić” (Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2015) znajdujemy „Zwrotnicę” – akwafortę autorstwa Jana Szmatlocha. Zwrotnica to ważne – dla wielkiego filozofa życia Henri Bergsona – urządzenie, które zwiastuje nie tylko rozjazd i rozejście, ale także nadejście nowej jakości, np. oderwanie się życia od materii. Zwrotnica jest nie tylko urządzeniem pozwalającym na płynny ruch, zachowanie pozoru płynności i to nie tylko szyn, które mimo że osobne i osobno skończone, znajdują swoją jedność  (por. Henri Bergson, „Ewolucja twórcza”, przeł. F. Znaniecki, Kraków 2004).

Zwrotnica to kolejarski odpowiednik innego fascynującego urządzenia – kinematografu, urządzenia do wytwarzania obrazu ruchu „zbudowanego” z bezruchu obrazów. Cała filozofia Sławka jest filozofią ruchu, ale ciągle innego ruchu, ciągle ruchu „czego innego”, ruchu poszukującego swojego przedłużenia.
Szukam w pamięci pierwszego wspomnienia imienia własnego Tadeusza Sławka. Znajduję je w książce „Maszyna do pisania”. Ruch wszystkiego zaczął się, przynajmniej dla mnie, od maszyny do pisania, która wytwarza złudzenie ruchu pisania, ruchu ryjącego efekt inskrypcji (Tadeusz Rachwał, Tadeusz Sławek, „Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii literatury Jacquesa Derridy”, Wydawnictwo Oficyna Literatów Rój, Warszawa 1992). Książka „Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii literatury Jacquesa Derridy” to książka mit, pierwsza ważna, w polszczyźnie, próba nie tyle przybliżenia filozofii Derridy, ile pisania Derridą. To prawdziwa praktyka dekonstrukcji, czyli praktyka maszyny do wytwarzania różnic, praktyka maszyny do różnicowania, pierwsza praktyka wolności. To w tej książce czytamy o czytaniu jako trzęsieniu ziemi pojęć znalezionych w księgach, to tam po raz pierwszy poznajemy rozsiewanie dygresji – o pasożytach, o wojnie domowej, o ciemności, o popiołach, o stylu, o literaturze, o dygresjach. Nie jest też rzeczą obojętną, że ta książka ma podwójnego autora, że jest efektem biografii skrzyżowanych i krzyżujących się, wymagających zwrotnicy. Nie jestem pewny, czy znajdujemy tam obraz wodotrysku, tj. bezruchu zbudowanego z ruchów, odwrócenia pracy kinematografu, tj. obrazu ruchu skonstruowanego z bezruchu.

Być może nie ma nic bardziej naturalnego w naszym życiu niż chodzenie. Chodzenie jest jak oddychanie, mówienie, trawienie, spoglądanie, śnienie. Być może też nic nie charakteryzuje nas bardziej niż rytm naszych kroków, melodia spacerujących nóg. Chodzenie jest pierwszym ujawnieniem naszej wolności, ale jest też pierwszym symptomem naszej osobności. To chodzenie, sposób poruszania się naszego ciała, opowiada o tym, kim jesteśmy w świecie i poza światem. Charlie Chaplin, tak samo jak nagi cesarz z baśni Andersena o nowych szatach, ujawnia się światu poprzez miarę i bezmiar swojego kroczenia.

Tadeusz Sławek napisał książkę o rzeczy najprostszej – o krokach, chodzie, ruchach nóg. „U-chodzić” – ta krocząca książka Sławka – opowiada o człowieku spacerującym, włóczącym się, oddającym się marzeniom w krokach, być może także ulegającym natręctwu chodzenia. Ta książka o człowieku kroczącym, o ludzkości w ruchu, nigdy nie znajduje się w bez-kroku i zawsze odnajduje krok dalszy.

Tadeusz Sławek myśli wraz z pisarzami myśli wy-chodzonych. Montaigne, Rousseau, Nietzsche, Wittgenstein, Derrida, Sebald myślą tylko wtedy, kiedy odnajdują przyśpiewkę, właściwy refren swojego chodzenia. Oni wszyscy chodzą, a ich myśli uchodzą jako (za) efekt ich kroczenia i przekraczania tego, co nieruchome, tego co w życiu nie uchodzi.

Tadeusz Sławek chodzi krokiem swobodnym, lekkim, nielękającym się zmiany, nieposzukującym obsesyjnie miejsca spoczynku. W tym kroku czujemy pewność wypowiadanych zdań. W tych zdaniach nie ma dumy, samozapatrzenia, nie ma też zbytecznego rozproszenia. Sławek nie kroczy w teatrze ani w amfiteatrze. W jego zdaniach krokach jest zwykła ciekawość świata i wyobraźnia pozwalająca być z innymi, kroczyć wraz ze światem, za światem, w świecie, a czasem nawet przed światem.

Nie ma w literaturze nic prostszego niż pieśń o krokach. Nie ma też w niej nic bardziej szlachetnego. Ludzkie kroki są fizyczne, bo potrzebują obuwia – butów, ale są też metafizyczne, bo wytwarzają myśli, myśli ruchy. Tak, kroki wywołują, przywołują i wreszcie wypowiadają myśli. Tylko nasze kroki są zdolne powiedzieć wielkie TAK światu.

Tadeusz Sławek nie maszeruje, nie tańczy, nie biega, nie staje się nawet częścią Ministerstwa Dziwnych Kroków, on szuka własnego tempa. Jego chodzenie nie jest ucieczką, ale nie jest także oblężeniem, nie jest na-chodzeniem, nie jest także pod-chodzeniem. Jest ob-chodzeniem.

To obchodzenie nie jest wycieczką lub spacerem. Jest raczej radosnym uspokojeniem odnalezionym w niepokoju własnego kroczenia. Jest to uspokojenie wypływające z zaniepokojenia nieubywającą manierą własnego chodzenia.

Tadeusz Sławek zrobił rzecz najprostszą, niezwykłą zupełnie: odnalazł siebie w szumie swych kroków. Powołał do życia Księgę Kroczących Słów. To rzadkość iść i nie uciekać, iść i tylko znajdować.

Księga zatytułowana „U-chodzić” jest zaproszeniem do kroczenia przez życie krokiem uważnym i prostym. To nie jest krok Proroka, Żołnierza, Kaplana, Ministra, Wieśniaka, ani nawet Mędrca, ale krok uchodzącego i stale powracającego życia. Najodważniejsi czytelnicy w szumie tych kroków rozpoznają twarz Chrystusa, który nie jest znakiem negacji życia, ale znakiem krokiem jego najgłębszej afirmacji.

 

 

LAUREATKA NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2017

Małgorzata Lebda (1985) – dorastała w beskidzkiej wsi Żeleźnikowej Wielkiej. Doktor nauk humanistycznych (specjalność teoria literatury i sztuk audiowizualnych), nauczycielka akademicka. Autorka czterech tomów poetyckich (ostatni „Matecznik”, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, 2016). Ultramaratonka i taterniczka. Fotografuje. Mieszka w Krakowie.

Małgorzata Lebda to poetka nie tylko bardzo świadoma sztuki wiersza, ale i po prostu przejmująca, atrakcyjna dla szerokiej publiczności, wciągająca odbiorcę w głąb rzeczywistości, którą być może znamy, a być może nawet za nią tęsknimy. „Matecznik” to przede wszystkim hołd dla zmarłego ojca, po części też epitafium dla zmarłego świata. Dom, wieś są tutaj arkadią, taką jednak, gdzie występuje praca, krew, namiętność i śmierć. Arkadyjskość polega wyłącznie – i aż – na tym, że wszystkie składniki tej małej krainy posiadają znaczenie, wartość, godność.

 
Jarosław Mikołajewski: Praca we krwi
Laudacja dla Małgorzaty Lebdy, która 19 maja 2017 roku otrzymała w Poznaniu Nagrodę-Stypendium im. Stanisława Barańczaka.

„Matecznik” jest, jak każda, książką losu jednego. Lecz ten los, wpisany w istnienia i losy pokrewne, tuż za ścianą lasu i pierwszego wiersza, na naszych oczach i poza nimi, gdzieś w głębi, we wszystkim, czym jesteśmy, staje się książką losu i życia wszystkich, którzy czytają. Nas samych, których ta poezja przejmuje, jak przejmuje się coś od kogoś w poczuciu prawa – bo to coś, co jest tak czyjeś, nagle bardzo wydaje się własne.

„wilgoć drąży modrzewiowe belki werandy / przez okno zimnego pokoju obserwuję ojca…”. To pierwsze dwa wersy zbioru Małgorzaty Lebdy. Mamy w nich całą zasadę istnienia, fundamenty i warunki, na których ta, która mówi w tym wierszu, sama poetka, została powołana do życia. Jest więc w tych linijkach przeczucie powolnego, lecz nieuchronnego rozpadu domu i jego pewności, jest życiowa niewygoda, oddalenie od ojca, który robi swoje i nie zwraca uwagi, do chwili gdy „przywołuje”, „podaje scyzoryk / i każe wyjąć sobie z nadgarstka czarną drzazgę”. Podstawia rękę i mówi do córki, jak mistrz życia, lecz również nauczyciel poezji: „musisz nauczyć się pracować we krwi”.

I jest na przestrzeni jedenastu wersów pierwszego wiersza „Matecznika”, pomiędzy wilgocią, chłodem, obserwacją ojca a jego prośbą o pomoc i lekcją, jakiej udziela, jeszcze widok wsi, w której to wszystko się dzieje: nieszczęścia osady, dachów zerwanych przez halny, starych grusz położonych przez wiatr, połamanych słupów „wysokiego napięcia”. I nie tylko to, bo jest jeszcze w tym obrazie siebie samej, w pejzażu domu i rodzinnego świata, recepta na rany – „pszczeli kit na alkoholu”. I piętno losu tych, co żyją wokół: „żółte cierpkie dłonie”.

Tak to się wszystko zaczyna, cały ten „Matecznik”, ta książka. A kończy się porządkowaniem papierów po śmierci. Uspokojeniem – „dopiero” – na „myśl o ulubionym scyzoryku ojca / który – pisze poetka – włożyłam do trumny na chwilę przed”.

Swój świat odtwarza Małgorzata Lebda z elementów najprostszych, najbliższych. Najbardziej codziennych, jak ten scyzoryk, którym ojciec otwiera córce świat odpowiedzialności i troski, i którym po krótkim czasie córka żegna ojca na zawsze, dłońmi tak podobnymi do jego: cierpkimi i pożółkłymi – od pszczelego kitu na rany. Ten gest, ten scyzoryk, porozumienie przez przedmiot przerzucone ponad życiem i śmiercią, odsłania naturę czynności i zadań, które łatwo czytać jako rytuał. A przecież chodzenie po polach, trzymanie krzyżyków, wyciąganie kleszczy, wyparzanie butelek po wódce – każde działanie jest tutaj misterium tylko w tym znaczeniu, że jest wypełnione pożegnalnym uczuciem. Samo w sobie, w powtarzalności, jest powszedniością, nie – uroczystością. Byciem w lesie, w gospodarstwie, wśród swoich.

Mawia się o „Mateczniku” – bo przecież o tej książce się mówi, i to z wdzięcznością – że jest wyrazem świadomości ekologicznej. Ale jest chyba inaczej. Bardziej i głębiej. Prawdziwiej. Przymiotnik, który najtrafniej wyraża istotę odpowiedzialności Małgorzaty Lebdy za świat, to: „franciszkański”. Nie w tym znaczeniu, w jakim zastępuje się często istotę mądrości Franciszka z Asyżu naiwną kalkomanią poczciwości. W znaczeniu najpełniejszym: bractwa i siostrzeństwa. Jedności ze światem.

W wierszu „las: wejście w chłód” córka wyciąga „ojcu kleszcza / spod piersi następne w kolejce są psy”. Ojciec, sarna spotkana po drodze, psy, które ją dopadły i które czekają teraz na kurację, partyzanci utopieni w bagnach, kanie z odkrytego gniazda… Wszystko jest równe w świecie, w którym wzrastała poetka. Wszystko jest sobie nawzajem świadkiem i wyzwaniem. A w poezji – wyznaniem pokrewieństwa.

Małgorzata Lebda napisała książkę wybitną nie tylko w kategorii pisarzy młodych. „Matecznik” chciałoby napisać wielu poetów uznanych i bardzo dojrzałych, o głośnym nazwisku. Lecz może byłoby to niemożliwe. Jest w tej książce, tak zrównoważonej w słowach, sprawiedliwej w obrazach, tak odmierzonej, o tak pięknej dykcji, tonacja, którą podyktować może tylko młode, przedwcześnie dojrzałe sieroctwo dziewczyny, która dopiero się dowiaduje, ale już pamięta. Odbiera drugą lekcję poznawania – już nie przez intuicję, lecz przez świeżą pamięć o tym, co utracone, by trwało w godnej i wstrząsającej postaci przenikliwego słowa.

 

NOMINOWANI DO NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2017

Anna Cieplak (1988) – animatorka kultury, aktywistka miejska, na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą (od 2009 w Świetlicy Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie) nagrodzona za działalność w zakresie kultury przez MKiDN (2014), stypendystka w ramach programu „Aktywność obywatelska” (2015). Współautorka z Lidią Ostałowską i Anną Plutą edukacyjnej książki Zaufanie. Jej prozatorski debiut to powieść „Ma być czysto” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2016).

Anna Cieplak
w debiutanckiej powieści pokazuje świat, o którym wszyscy mamy jakieś wyobrażenie, lecz prawie nikt nie ma do niego dostępu. Historia Julki i Oliwki, gimnazjalistek, adresowana jest do dorosłych, stając się ostatecznie czymś w rodzaju apelu – zobaczcie je bez uprzedzeń, złudzeń, życzeń, wejdźcie w ich problemy bez lekceważenia, weźcie pod uwagę społeczne okoliczności, wpływające na życie gimbazy, których sami jesteście (jesteśmy) przecież sprawcami. Prosta historia, lecz niełatwa, niebanalna i ważna.


Jacek Hajduk
(1982) – filolog klasyczny, tłumacz, eseista i prozaik. Opublikował rozprawy naukowe i eseje: „Pliniusz Młodszy”(2012), „Kawafis. Świat poetycki”(2013), „Parnicki, Malewska i długie trwanie” (2014), „Petroniusza sztuka narracji” (2015), „Fantazje mimowolnego podróżnika” (2016). Jest autorem wybitnego przekładu poezji Konstandinosa Kawafisa „Kanon. 154 wiersze”(Wydawnictwo Kolegium Europy Wschodniej, 2014)

Jacek Hajduk ma imponujący dorobek translatorski i eseistyczny, skupiony wokół wielkiego poety nowogreckiego, Konstandinosa Kawafisa. Tak, to autor słynnego wiersza „Czekając na barbarzyńców”, na którego powoływali się wielcy poeci polscy, ze Zbigniewem Herbertem na czele.
Jacek Hajduk wraca do aleksandryjczyka, wyposażony we wspaniałe umiejętności tłumacza i bezsporna kompetencję filologiczną. Kawafis w jego wydaniu okazuje się jeszcze bogatszy. Jego język mieni się hellenistycznie, a postać nabiera arcyciekawego wyrazu.