Laureaci i nominowani do nagrody 2016

Laureaci Poznańskiej Nagrody Literackiej 2016

Od lewej: Jerzy Sosowski (moderator rozmowy), Jakub Małecki, Marta Olesik, Magdalena Kicińska i Zbigniew Chojnowski, który reprezentował Erwina Kruka. Fot. M. Kaczyński © CK ZAMEK

LAUREAT NAGRODY IM. ADAMA MICKIEWICZA 2016

Erwin Kruk (1941) – poeta, pisarz, tłumacz, dziennikarz, publicysta, „strażnik mazurskiego dziedzictwa”. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Po przyjeździe do Olsztyna przez 14 lat związany był z „Gazetą Olsztyńską”. Był także członkiem Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach 80. został działaczem „Solidarności”, a w 1989 roku uzyskał mandat senatora. Od 1989 roku był członkiem Polskiego PEN Clubu (w latach 1993–1996 wchodził w skład jego zarządu). W latach 90. pisarz opublikował w czasopismach regionalnych i ponadregionalnych („Gazeta Olsztyńska”, „Myśl Protestancka”, „Pomerania”, „Przegląd Polityczny”) dziesiątki esejów i felietonów. Wówczas ukazywały się cykle „Z mazurskiego brulionu” („Gazeta Olsztyńska”),„Ćwiczenia dowolne” („Dziennik Pojezierza”). Publikował też swoje wiersze w czasopismach, tłumaczył na język niemiecki m.in. twórczość Ernsta Wiecherta, Johanna Gottlieba Willamowa, Johanna Gottfrieda Herdera.

Zadebiutował w 1958 r. w tygodniku harcerskim „Na przełaj”. Wydał wiele powieści oraz tomików wierszy, m.in. „Rysowanie z pamięci” (1963), „Na uboczu święta” (1967), „Zapisy powrotu” (1969), „Rondo” (1971), „Moja Północ” (1977), „Z krainy Nod” (1987), „Kronika z Mazur” (1989), „Znikanie” (2005), „Spadek: zapiski mazurskie 2007–2009” (2009), „Nieobecność” (2015). Laureat wielu nagród zarówno literackich, jak i odznaczeń doceniających jego działalność na rzecz zachowania pamięci o historii i kulturze Warmii i Mazur.

„Nieobecność” Erwina Kruka składa się głównie z wierszy prywatnych, wracających do czasów minionych i miejsc zapamiętanych, obserwujących świat z uwagą paradoksalnie wzmocnioną przez świadomość upływającego czasu, powstałych na niepokojącej rubieży życia. Jednak ich wymiar osobisty okazuje się również wymiarem wspólnotowym, autobiografia poety może zostać potraktowana przez czytelnika jako biografia jego własna, detale – których tu pełno w rezultacie działania pamięci i wzroku – urealniają doświadczenie autora, czyniąc je zarazem czymś podzielnym, podzielanym przez odbiorcę. Pisać to podzielić się sobą, czytać to w gruncie rzeczy to samo. Prostota tych wierszy zalicza się do najszlachetniejszego gatunku rzeczy spójnych, komunikatywnych, głębokich, tajemniczych, dających do myślenia i przejmujących.

 

Laudacja: Jarosław Mikołajewski

Erwin Kruk, poeta urodzony w 1941 roku w Gutfeld, dzisiejszym Dobrzyniu w powiecie nidzickim, mieszkający w Olsztynie, znaczył swoją historię pisarstwem – i to właśnie ono przynosi mu Nagrodę im. Adama Mickiewicza – ale i uczestnictwem. Po dobrej stronie. Jako członek pierwszej Solidarności, a po 1989 roku senator – był po stronie słabych i zapominanych. Jako działacz ewangelicki – po stronie logosu, jednoczącego stworzenie ze Stwórcą. Jako współtwórca Mazurskiego Zrzeszenia Kulturalnego – po stronie niknącej kultury ziemi i ludzi, o których mówi w poezji.

Przy wielu wierszach książki „Nieobecność” Erwina Kruka (Biblioteka Autorów Warmii i Mazur Oddziału SPP w Olsztynie, 2015) czytelnikowi wyda się, że to właśnie ten utwór – bardziej niż wszystkie inne – zawiera w sobie najważniejsze wątki zbioru, najgęściej skupia perspektywy jego świata, szczegóły pejzażu. Ale za każdym przeczytanym znajdziemy kolejny wiersz, co do którego pomyślimy podobnie, i następny, i dalszy. A przy ostatnim uznamy z wdzięcznością, że autor całości ani przez chwilę nie nudził, przez chwilę nie osłabił uwagi, nie zmącił czystego widzenia własnej ziemi, przeszłości, teraźniejszości, ludzi i losów, ludzkich przedmiotów i fenomenów natury. Ani na jeden wiersz nie przestał – i to w najwyższym napięciu – szukać punktu, w którym krzyżuje się wszystko, co widział i czego doświadczył, o co pyta i czego wciąż szuka.

„Gdzie są ci, którzy na tej ziemi wyrośli?”, pyta poeta w wierszu, który zamyka nagrodzony zbiór – „Nieobecność”. „W jakim kraju” – dopytuj –  „...na jakiej bezludnej wyspie?”. A jego pytanie – o formy i istotę „nieobecności” właśnie – płynie z dramatycznego zdziwienia, że nie ma już wszystkiego, co tak bardzo wciąż jest. Nie ma wokół, przed oczami, tego, co w nim samym tkwi tak bardzo, że jest bardziej realne od świata widzianego przez innych. Mirabelka, która co rok kwitnie pod oknem poety na jego urodziny, teraz znowu zakwitnie, choć wycięto ją przed dwoma laty. Nie ma już Mazur, choć „Z braku pomysłu na nową, / została jeszcze dawna nazwa”. Jest pewnie jeszcze rodzinny Dobrzyń, w którym wciąż żyje matka, zmarła w 1945 roku. Ale – zastrzega Erwin Kruk – „tam nie wiem, czy jest jeszcze / Jedyne miejsce, w którym czułem się swojo. / Tam stałem w gąszczu, sam jeden ze swymi zmarłymi, / Sam jeden, zasłonięty przed światem”.

Kiedy już zaczniemy czytać książkę Erwina Kruka, bardzo łatwo będzie nam poddać się pokusie, o której była już mowa – by szukać w każdym wierszu wszystkiego. To wspaniała cecha, kiedy się przytrafi poezji – dawać wiersze, z których każdy mógłby być wszystkim. A przecież wierszy, które są wszystkim, jest w „Nieobecności” bardzo wiele. Do świata, którego nie ma, każdy dodaje kolejną nieobecność. Różnorodność nieobecną, choć istniejącą i bardzo realną, zwielokrotnioną i spotęgowaną, bo przecież żegnaną, odprowadzaną wiernie, adekwatnym słowem, do kresu własnego już nieistnienia, w późnej wędrówce, która ma za sztandar „ojczyznę beztroskiej zabawy”, a za motto: „Kochamy miejsca, do których nie możemy wrócić”.

 

LAUREATKA NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2016

Magdalena Kicińska (1987) – reporterka, współpracowniczka „Dużego Formatu”, regularnie publikuje też w „Wysokich Obcasach”, „Polityce”, „Przekroju”, „Elle”, „Voyage” oraz kwartalniku „Dialog-Pheniben”. Jej teksty reporterskie znalazły się również w kilku antologiach. Absolwentka nauk politycznych na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawskiej Szkoły Filmowej i Polskiej Szkoły Reportażu. Nominowana do Nagrody im. Teresy Torańskiej, finalistka stypendium im. Ryszarda Kapuścińskiego, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2015 roku opublikowała reportaż „Pani Stefa”.

„Pani Stefa”, skromny tytuł, arcyciekawy temat, wielki obowiązek pisarza-dokumentalisty. Magdalena Kicińska odsłoniła Stefanię Wilczyńską, która do tej pory pojawiała się w tle opowieści o doktorze Korczaku, była zaledwie przypisem do tej nadzwyczajnej, budzącej podziw i zgrozę historii. A przecież zasługuje na dużo więcej miejsca. Bez niej dzieło Korczaka nie mogłoby się powieść. Towarzyszyła mu długo, świadcząc mądrość i pracę, do końca. Kicińska jest świetną reporterką, doskonale poinformowaną, dającą czytelnikowi wiedzę o rozmaitych sprawach znanych słabo lub nieznanych, a także świetną pisarką, dzięki czemu fakty zawarte w jej książce wydają się tak ciekawe, jakby były fikcją.

 

Laudacja: Inga Iwasiów

Najkrótsza recenzja tej książki brzmi banalnie, choć jest prawdziwa: autorka „wydobywa z cienia” Stefanię Wilczyńską, współpracowniczkę Janusza Korczaka. Już ta zasługa byłaby dość ważna, by nagrodzić Magdalenę Kicińską stypendium im. Stanisława Barańczaka. Patronat poety każe jednak szukać zalet w wykonaniu zamierzenia, w konstrukcji opowieści, w jej języku.

Pierwsza strona nagradzanej książki to zapisany skrót obrazu, zmontowany zapewne z kilku reminiscencji. Z kilku, ponieważ – okaże się później – coraz trudniej odtworzyć ukorzenione w międzywojniu zdarzenia, zwłaszcza te z porządku codzienności. O ile da się napisać krótki biogram Wilczyńskiej, dopowiedzieć na podstawie zapisków dziennikowych jej relację z Korczakiem, wobec tego zrekonstruować także rolę kierowniczki i wychowawczyni Domu Sierot – instytucji stojącej w samym centrum historii pedagogiki, zmieniającego się miasta i Zagłady – w sprawie codzienności trzeba zaufać śladom pamięciowym. A te ślady są rozproszone w przestrzeni, czasie, dokumentach i indywidualnych depozytach. Po pierwsze u samego źródła, w obowiązującej na początku hierarchii osób i zdarzeń. Stefania Wilczyńska przez całe życie intensywnie pracowała, nie dbała o potwierdzenie ważności swej roli, na szczęście prowadziła korespondencję, pokazującą jej oddanie i rozterki. Ślady pamięci przechowują przede wszystkim uczestnicy przeszłości, z racji wojennego dramatu stanowiący tu kategorię „świadków historii”.

Reportaż historyczny podobnie jak badania naukowe uprzywilejowuje pozycję bezpośrednio zaangażowanych lub patrzących z małego dystansu na opisywane fakty. Magdalena Kicińska pokazuje nam jednak, że nawet najskrupulatniejsze przepytywanie, szukanie w świecie osób, które mogą pamiętać, skazane jest na połowiczne niepowodzenie. Połowiczne, bo oczywiście rozmowy z ludźmi wnoszą nowe elementy do narracyjnej układanki, ale ich tematem staje się już nie mocno odciśnięty w świadomości fakt, lecz nikły, poplątany ślad. Pierwsza scena charakteryzuje więc postać głównej bohaterki, kobiety stojącej w cieniu sławnego mężczyzny, poświęcającej życie, a w finale idącej z dziećmi na śmierć do komory gazowej. Określa jednocześnie warunki opowieści, zasady funkcjonowania pamięci o osobie.

Magdalena Kicińska rozpoznała mechanizmy pisania i upamiętniania – na końcu książki umieściła kalendarium, pokazujące zdarzenia i decyzje, w wyniku których Wilczyńska pozostaje nieznana. Nie można jednak sprowadzić nagradzanej przez nas książki do prostej opozycji pomiędzy zapomnieniem a przywróceniem. Bohaterami są tu bowiem także ci wszyscy, którzy pamiętają niedokładnie, zaczynają osuwać się w mrok demencji, noszą w sobie urazy i wdzięczność. W szerszym sensie takimi rozmywającymi się w tle narratorami są wszyscy uczestnicy wspólnoty, którzy nie mieli z kim się podzielić swoją wersją zdarzeń.

Reportaż historyczno-biograficzny Magdaleny Kicińskiej potwierdza feministyczną tezę, iż przy każdym wybitnym mężczyźnie stała równie wybitna kobieta. W tym przypadku relacja była szczególna, zrealizowana w tworzeniu instytucji i programu wychowawczego oraz edukacyjnego, a w końcu – w heroizmie trwania w Getcie Warszawskim, nieopuszczenia podopiecznych. Nie chodziło więc o żonę, siostrę, matkę, kochankę czy asystentkę. Zrozumienie złożoności tej współpracy pozwala wyjść poza schematy.

Choć na zapomnienie o Stefanii Wilczyńskiej wpłynęły mechanizmy kultury, warto powstrzymać pokusę sprowadzenia jej życia do innego schematu. Wydaje się, że pani Stefa pozostaje sobą, a więc kimś, kto był w codzienności wielu osób, we własnej biografii i w historii w sposób niepowtarzalny, cenny dla nas tą niepowtarzalnością.

 

NOMINOWANI DO NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2016

Jakub Małecki (1982) – pisarz i tłumacz literatury z języka angielskiego. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Zadebiutował w 2007 opowiadaniem „Dłonie” na łamach magazynu „Science Fiction, Fantasy i Horror”. Autor książek: „Błędy” (2008), „Przemytnik cudu” (2008), „Zaksięgowani” (2009), „Dżozef” (2011), „W odbiciu” (2011), „Odwrotniak” (2013) „Dygot” (2015), „Ślady” (2016). Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, m.in. „Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla”, „Paryż wyzwolony” Antony’ego Beevora i zbiór korespondencji „Listy niezapomniane”. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, „Angorze”, „Miesięczniku ZNAK”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”. Laureat nagrody Śląkfa w kategorii Twórca Roku, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla.

„Dygot” Jakuba Małeckiego czyta się znakomicie, chciwie, nieprzerwanie od pierwszej do ostatniej strony. Jest to bowiem utwór co się zowie fabularny, powieść-opowieść, saga rodzinna, romans obyczajowy, thriller antropologiczny. Zasysa uwagę odbiorcy i długo nie puszcza. Nawet kiedy wydaje się, że skądś już te historię znamy, albo że styl mógłby być nieco bardziej oryginalny, nie potrafimy się z książką Małeckiego rozstać. Tak działa czytadło oparte na dużej pomysłowości i dobrym warsztacie pisarskim. Określenie „czytadło” jest w tym wypadku niewątpliwie komplementem.

Marta Olesik (1985) – filozofka, doktorantka SNS PAN, jej zainteresowania filozoficzne obejmują potyczki, aneksje i sojusze na polach filozofii i religii. Mimo co i rusz napotykanych przeszkód czepia się wciąż racjonalizmu w jego dialektycznym wydaniu i uparła się nie rezygnować z mocno poturbowanej kategorii podmiotu. Ostatnio pracuje nad tymi wątkami na poziomie języka, badając współzależność i wzajemną alienację „pojęcia” i „wyobrażenia”. Odnosi ten problem do tematyki społecznej konstrukcji cielesności – traktując jako punkt wyjścia nieoczywiste powinowactwo nowożytnego racjonalizmu i baroku badane przez pryzmat opłakanego zakładu jaki Bóg z szatanem zrobili byli o Hioba. W 2014 roku wydała książkę „Mieszczanin na górze Moria. Søren Kierkegaard, nowoczesny podmiot i oswajanie absolutu”.

„Mieszczanin na górze Moria” Marty Olesik to książka olśniewająca: lśni erudycja i kompetencja filozoficzna autorki, znajomość myśli Kierkegaarda, Hegla oraz innych filozofów epoki; błyszczy oryginalność interpretacji wielkiego myśliciela, jednego z wielkich niezależnych umysłów i najbardziej dramatycznych, paradoksalnych osobowości nowoczesnej Europy, umieszczenie jego dzieła i osoby w kontekście radykalnej formy mieszczańskiej, fascynuje język. Jeśli wskrzeszanie z martwych, czy tylko martwiejących postaci i myśli, jest nadal możliwe, to pod warunkiem, że będzie dokonywało się tak jak robi to Marta Olesik.