Laureaci i nominowani do nagrody 2019

Wiesław Myśliwski. Fot. M. Kaczyński © CK ZAMEK

LAUREAT NAGRODY IM. ADAMA MICKIEWICZA 2019

Wiesław Myśliwski
ur. w 1932 r. w Dwikozach pod Sandomierzem; prozaik, dramaturg, scenarzysta, redaktor. Dwukrotny laureat Nagrody Literackiej Nike. Jeden z największych żyjących pisarzy polskich. Dorobek literacki: „Nagi sad” (Warszawa 1967), „Pałac” (Warszawa 1970),  „Złodziej” („Dialog” 1973, nr 7), „Klucznik” („Dialog” 1978, nr 6), „Kamień na kamieniu” (Warszawa 1984),  „Drzewo” („Twórczość” 1988, nr 7), „Widnokrąg” (Warszawa 1996), „Requiem dla gospodyni” (Warszawa 2000), „Traktat o łuskaniu fasoli” (Kraków 2006) „Ostatnie rozdanie” (Kraków 2013), „Ucho Igielne” (Kraków 2018).

Bogumiła Kaniewska: Nie mogliśmy wybrać lepiej
Laudacja została wygłoszona 15 maja 2019 podczas gali Poznańskiej Nagrody Literackiej 2019 w Collegium Maius UAM.

Wasza Magnificencjo, Panie Prezydencie, Państwo Dziekani, Znakomity Laureacie, Drodzy Goście!

Nie mogliśmy wybrać lepiej, bo nie ma wśród polskich pisarzy twórcy godniejszego nagrody Mickiewicza niż Wiesław Myśliwski.

Już pierwsza jego powieść, „Nagi sad”, wzbudziła zachwyt czytelników, w tym Juliana Przybosia. Potem było już tylko lepiej: każdy kolejny utwór, prozatorski czy dramatyczny, był wydarzeniem komentowanym przez krytyków i literaturoznawców, ale przede wszystkim wydarzeniem dla czytelników. Ostatnim z nich była powieść „Ucho igielne” rozgrywająca się – jak zwykle – w Sandomierzu.

Twórczość ta jest ze mną od zawsze, dlateago podczas dzisiejszej gali towarzyszy mi zupełnie niezawodowe, nieprofesjonalne, amatorskie wręcz – wzruszenie… Wzruszenie jednak nie może zastąpić uzasadnienia…

Żyjemy w kulturze nadmiaru: przedmiotów, obrazów, głosów, gestów, bodźców. Żyjemy w kulturze kakofonii, zagłuszani przez gwar możliwości, rwetes czasu, szum informacji.

Żyjemy w kulturze pośpiechu i bezradności, wymyka się nam z rąk czas, przestrzeń, czujemy się przechodniami w nieswojej rzeczywistości… I rozpaczliwie szukamy dźwięku własnego głosu, tłumionego przez odgłosy świata… Wymykają się słowa, roztapiając się w wielości znaczeń, w wyrafinowanych grach interpretacyjnych lub prymitywnych manipulacjach.

Językowa profuzja odbiera nam pewność siebie: Italo Calvino mówił o dżumie, która zaatakowała język i „objawia się utratą mocy poznawczych i bezpośredniości oddziaływania, poraża automatyzmem, który niweczy ekspresję na rzecz wyrażeń ogólnikowych, anonimowych, abstrakcyjnych, który rozmywa znaczenia, tłumi górne tony rejestru, gasi iskry buchające ze zderzenia słów w nowych kontekstach” („Wykłady amerykańskie”, przeł. A. Wasilewska, Gdańsk 1996, s. 54).

Ta dżuma ominęła Wiesława Myśliwskiego – jego pisarstwo cechuje bowiem niezwykły szacunek dla słowa, które nie tyle opowiada o świecie, ile stwarza go na nowo – po to, by przywrócić mu sens, by nadać znaczenie każdemu okruchowi ludzkiego życia. A jest ono, pokazuje Myśliwski, nieproste, rozpięte między biegunami starości i dzieciństwa, miłości i niespełnienia, śmierci i pasji życia, bólu i piękna, śmiechu i rozpaczy, ironii i powagi, czułości i goryczy, buntu i pokory, samotności i poczucia pełni, pamięci i historii, codzienności i święta… Z tego łańcucha antynomii człowiek buduje swój los, przekuwając przypadek w opowieść.

„Może tylko opowiedziany jestem i temu zawdzięczam swoje istnienie? Różnie się przecież ludzie rodzą, jedni z matek, inni z wielkiej woli, z opowiedzenia, a nie ma między nimi różnicy, bo i tak w końcu każdy jest na tyle, na ile opowiedziany zostanie albo sam się innym opowie”.

Słowo służy człowiekowi – zdaje się mówić nasz dzisiejszy Laureat – dlatego człowiek ponosi odpowiedzialność za słowo i świat, który słowem tym kreuje. „Słowa cierpią, gdy są nadaremne” – powiada narrator „Ucha igielnego”, który wcześniej powie: „nazwanie jest poznaniem”. Nie ma w tych zdaniach sprzeczności, słowa bowiem nie opowiadają człowieka. One go tworzą. Czy nie jest to najpiękniejsza i zarazem najistotniejsza definicja tajemniczego zjawiska zwanego literaturą?

Wszystko, co dzieje się w świecie Myśliwskiego – jak napisałam zupełnie niedawno – dzieje się między człowiekiem a człowiekiem. Historia, polityka, miłość, miłosierdzie, dobro i zło to nie idee, to zdarzenia, spotkania: z radzieckim czy niemieckim żołnierzem, z sanitariuszką, pasterzem, nauczycielem, prostytutką, księdzem, policjantem, szewcem, sklepową, z żydowską dziewczynką… To dlatego narracja powieści Myśliwskiego przybiera kształt nieustającej rozmowy ze zmieniającymi się adresatami, dialogu toczonego z bliskimi, z Innym, z przeszłością.

Jednak ten najważniejszy dyskurs, konstruujący biografię, przekształcający chaos zdarzeń w los, toczy się podczas rozmowy z samym sobą. Jest nieustannym rozważaniem o rozumieniu świata wokół nas i w nas samych – przeszłych i przyszłych. Kim jestem? Kim byłem? Kim będę? Kim stać się mogę? A kim być muszę?

W „Uchu igielnym” pisarz pokazuje, jak przyglądamy się sami sobie z obu stron czasu: z początku i końca. Spojrzenie w przód pełne jest nadziei, oczekiwania na spełnienie, uosobione w postaci ukochanej kobiety, nieco niecierpliwe może…

Spojrzenie wstecz zdaje się wyrozumiałe i rozumiejące, refleksyjne, uważne, świadome i wiedzące: ona nie przyjdzie, a świat ofiarowuje nam tyle, ile sami jesteśmy w stanie dla siebie zdobyć lub stworzyć. Rzecz w tym, że obydwa spojrzenia się uzupełniają, jedno nie może istnieć bez drugiego, bo osobno każde z nich byłoby niewystarczające, kalekie. Jak teraźniejszość w swej istocie.

Niecierpliwa pasja młodości znajduje swoje dopełnienie w mądrości doświadczenia, które z niedojrzałości wyrasta. Życie – mówi Myśliwski – rozpina się pomiędzy dwoma biegunami, dwoma punktami czasu: zapowiedzią, którą są dzieciństwo i młodość, oraz odpowiedzią, którą przynosi wiek sędziwy. Jak w heglowskiej triadzie.

Nie jesteśmy jednak wobec tej nieuchronności bezradni – możemy ją przekuć w piękną, mądrą, nawet jeśli gorzką, opowieść.

Dziękuję, Mistrzu, za tę lekcję. Literatury i życia. Dziękuję.

 

 

LAUREAT NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2019

Tomasz Bąk (1991) – kolektyw schizofreniczny, autor trzech książek poetyckich: „Kanada” (WBPiCAK 2011), „[beep] Generation (WBPiCAK 2016), „Utylizacja. Pęta miast” (WBPiCAK 2018). Laureat Konkursu Poetyckiego im. Klemensa Janickiego w 2011, a także Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius 2012 za debiut roku. Nominowany do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej 2017 oraz Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius 2019 w kategorii książka roku. Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim. Mariusz Grzebalski tak komentuje jego ostatni tom: „Znów mamy do czynienia z poezją nieobojętną, wielogłosową, świetną pod względem warsztatowym. Zmieniło się jedno – temperatura emocji, które dochodzą w niej do głosu”. 

Marcin Jaworski: Miłość w czasach końca kapitalizmu
Fragment tekstu, który ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” (nr 19/2019).

Siłą wierszy Bąka jest ich precyzja, co rozmieć można na kilka sposobów. Przede wszystkim jego utwory trzymają się konkretu łapanego krytycznym okiem i uważnym uchem – czujnego wobec codzienności oraz czułego dla detalu intelektualisty. W Łodzi, w Tomaszowie Mazowieckim albo jakimkolwiek innym polskim mieście te wiersze razem z nami wchodzą do banku i tramwaju, słuchają radia, serfują po sieci, zdają egzaminy (czasem wszystko to na raz).

Przede wszystkim jednak to wiersze o miłości – jej konieczności i lęku przed nią, głodzie i braku, nadziei i definitywnym końcu. W intymnych utworach poeta nie boi się patosu, umie używać konwencji, ryzykownie balansuje na granicy grafomanii – bardzo to przekonujące.  

Rzeczywistość to także język. Słuch Bąka budzi respekt. Różnorodność socjolektów (na przykład: ekonomia i marketing polityczny, reklama i religia, masowy – z piosenek i mediów społecznościowych wzięty – język flirtu i miłości) oraz rejestrów (między innymi: patos kultury masowej, autotematyczna ironia, sarkazm politycznego pamfletu albo naiwny sentymentalizm przełamany wzruszeniem intymnego wyznania), które poddaje poetyckiej obróbce, pozwala je usłyszeć nie tylko w wierszu, lepiej je rozumieć albo choć zdystansować się do nich.

Literacką dojrzałość Tomasza Bąka widać także w dialogach prowadzonych z innymi artystami. Nie dziwią znane z wcześniejszych tomów nawiązania do muzyki alternatywnej, które z niektórych utworów czynią wręcz partyturę do wykonania, czy przyjazne gesty wobec nieco starszych kolegów (Kopyt) lub rówieśników (elegia dla Tomasza Pułki). Świeże jest nawiązanie do pacyfistycznego poematu Alena Ginsberga.

Warto zauważyć, że tytułowa utylizacja dotyczy tyle podejmowanych przez Bąka tematów (i że może być metaforą egzystencji w późnej nowoczesności), ile jest nazwą oryginalnej techniki poetyckiej mieszczącej się między recyclingiem Tadeusza Różewicza a coverem Andrzej Sosnowskiego. A jest może także sposobem na ocalenie (języka? wartości?) po ekonomiczno-cywilizacyjnym końcu świata, nieco podobnym do tego, który w swoim pisanym w czasie wojny i wydanym tuż po niej tomie widział Czesław Miłosz. „Ocalenie” jest tu ważnym punktem odniesienia.

Uchwycony w „Utylizacji” świat nie jest przy tym ani prostodusznie realistyczny, ani czysto tekstowy. Złożona na pozór struktura wiersza przekłada się na wiarygodne, uderzające bezpośrednią emocją literackie doświadczenie rzeczywistości. Bąk nie mądrzy się, ani nie mizdrzy się do czytelnika, nie udaje, że jest kimś innym, niż jest – prowincjonalnym poetą, który mówi z kulturalnej niszy. To dla niego rodzaj trudnej wolności. Właśnie dlatego warto go uważnie wysłuchać.

 

NOMINOWANI DO NAGRODY – STYPENDIUM IM. STANISŁAWA BARAŃCZAKA 2019

Mira Marcinów (1985) – filozofka, psycholożka, publicystka, autorka trzech książek: „Szaleństwo jako wybór” (2012), „Niezabliźniona rana Narcyza” (2018) (wraz z Bartłomiejem Dobroczyńskim) i „Historia polskiego szaleństwa” (2018). Publikowała m.in. w: „Biosemiotics” oraz „Orpheus. Revue internationale de poésie”. Jej teksty eseistyczne znalazły się w kilkudziesięciu czasopismach i antologiach. Absolwentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Wyróżniona nagrodą „Premiera” za rozprawę doktorską (2015) oraz nagrodą im. Jerzego Perzanowskiego (2009). Otrzymała m.in. stypendium dla wybitnych młodych naukowców (2018), stypendium Funduszu im. Adama Krzyżanowskiego (2013) oraz stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (2014). Asystentka reżysera przy filmie Katarzyny Kozyry „Szukając Jezusa”, twórczyni „Radia Głosy” i kilku performance’ów o zabarwieniu psychiatrycznym.

Szymon Wróbel o „Historii polskiego szaleństwa”:
Mira Marcinów próbuje opisać serię polskich melancholików w kategoriach codziennej nędzy życia, racjonalności dnia codziennego. To wielka wartość tej pracy, że używa ona codziennego języka do opisu codziennego smutku. W rezultacie, należałoby powiedzieć, że w książce Miry Marcinów, język szaleństwa nie jest ani neutralnym narzędziem opisu mowy melancholika, ten język nie jest też prostą fabrykacją i mistyfikacją szaleństwa w obrębie szpitala lub społeczeństwa, on jest raczej negocjacją znaczenia, wypełnieniem treścią niepewnego, płynnego znaczenia słowa „szaleństwo”.

Autorka o swojej pracy:
Przekleństwo: „Obyś żył w ciekawych czasach!” można by sparafrazować: „Obyś żył w wymarzonych czasach na pisanie o obłędzie!”. W opowieści o historii polskiego szaleństwa chodziło mi o coś przeciwnego: o wyjście poza ograniczenia i zainteresowania teraźniejszością. Oczywiście, nie da się całkowicie wyrugować dzisiejszej rzeczywistości z badań historycznych. Udawalibyśmy jedynie, że nie wiemy tego, co wiemy, i nie czujemy tego, co czujemy. W tym sensie obecne czasy zainspirowały mnie do napisania pierwszego tomu polskiej trylogii psychiatrycznej, jak przewrotnie wobec trylogii Sienkiewicza lubię nazywać trzy tomy „Historii polskiego szaleństwa”, które odpowiednio dotyczą: melancholii, histerii i psychozy [Z rozmowy z Zofią Zaleską, „Dwutygodnik” 2018, nr 233].

 

Dawid Szkoła – urodziłem się 5 lipca 1985 roku w Rzeszowie. Trzydzieści lat później na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego obroniłem doktorat napisany pod kierownictwem profesora Andrzeja Zawady pt. „Pomiędzy filozofią a stylem życia. Egzystencjalizm w polskiej prozie pokolenia ’56". W 2015 roku wydałem książkę pt. „Eseje”, dwa lata później „Ciemno, coraz ciemniej”, a ostatnio „Galicyjskie żywoty. Opowieści o stracie, doli i pograniczu”. Publikowałem swoje teksty między innymi w Twórczości, Nowej Okolicy Poetów, Znaczeniach, Więzi, ale też rzeszowskich Super Nowościach, CD-Action czy internetowym zinie Action-Mag. Jestem absolwentem Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. Od kilku lat prowadzę tu również zajęcia ze studentami. Fan angielskiej piłki nożnej, wyścigów konnych i muzyki country. 

Damian Piwowarczyk o „Galicyjskich żywotach”:
Zbiór Dawida Szkoły, złożony z tekstów rozproszonych do tej pory po literackich miesięcznikach, czyta się jak poemat. Rezonują i powracają w nim podobne tematy, tło niezmiennie stanowią przygraniczne miasteczka z ich malowniczymi ryneczkami, których mieszkańcy „musieli kupować gazetę, aby się upewnić, w granicach jakiego państwa aktualnie się znajdują". Istotę stanowią sylwetki pisarzy o poplątanych losach, których te wielojęzyczne miasteczka uformowały: Celan, Stempowski, Roth, Conrad, żeby wymienić tylko niektórych [fragment recenzji, „Plus – Minus” 28.12.2018].

Fragment Galicyjskich żywotów:
Państwo Habsburgów, które ukochał Roth, od samego początku było tylko pięknym mitem, fałszywym jak opis bitwy pod Solferino znajdujący się w czytance dla małych dzieci. Kiedy więc Józef Trotta zwrócił uwagę cesarskim urzędnikom, że wcale w tak bohaterski sposób nie uratował życia Franciszka Józefa, dostał taką odpowiedź: „Pan Minister Oświaty pozwala sobie najuprzejmiej zwrócić uwagę JWPana na okoliczność, że ustępy podręczników szkolnych o historycznym znaczeniu, zwłaszcza zaś te, które dotyczą osobiście Najjaśniejszego Pana, Cesarza Franciszka Józefa I, jako też innych członków Domu Cesarskiego, powinny być, według ustawy z dnia 21 marca 1840 r., dostosowane do poziomu umysłowego uczniów oraz odpowiadać przede wszystkim celom pedagogicznym. […] W intencji zarówno wyższych, jak też niższych władz szkolnych leży, by przedstawić uczniom Monarchii bohaterskie czyny członków armii stosownie do dziecięcego charakteru, fantazji oraz patriotycznych uczuć dorastającej generacji, przy czym prawdziwość opisywanych zdarzeń nie ulega zmianie, unika się jedynie tonu oschłego, niezdolnego do pobudzenia fantazji lub patriotycznych uczuć młodzieży.